Smartfon na lekcji epizod I

smartfon na lekcji
Wykorzystanie smartfona na lekcji.

Smartfony lub chyba bardziej poprawnie smartphones, Ipady, Ipody, Tablety … To wszechobecne urządzenia, które na co dzień widzimy w szkole. Najbardziej popularny jest oczywiście smartfon i to nie tylko na przerwie, ale coraz częściej i na lekcji. Czy można i czy warto z tym walczyć? Można zakazać noszenia tego typu urządzeń do szkoły, ale czy aby na pewno uda się to wyegzekwować? Uczniowie znają swoje prawa i wiedzą, że nie możemy ich przeszukać, czy też skonfiskować telefonu w związku ze złamanym regulaminem. Oczywiście możemy próbować wyegzekwować zapisy w statucie, ale co gdy uczeń kategorycznie odmówi oddania urządzenia lub statut nie uwzględnia urządzeń elektronicznych? Wtedy narażamy się na śmieszność i stajemy się nieudolni w swych działaniach w oczach uczniów. Takie zachowanie grozi „epidemią” takich lub temu podobnych zdarzeń. Czy jest jakaś rada, rozwiązanie problemu? Złotego środka chyba nie ma, ale można spróbować wykorzystać nowoczesne urządzenia elektroniczne i zmusić je do pracy na rzecz szkoły.

Jeśli nie możesz z czymś wygrać, wykorzystaj to.

Moim zdaniem warto czasem wykorzystać telefony na zajęciach. Dziś w Internecie jest wiele darmowych narzędzi pozwalających urozmaicić zajęcia poprzez interakcje z użytkownikiem. Nawet jeśli to nie jest aplikacja o cechach edukacyjnych, a jedynie strona www można to wykorzystać. W części pierwszej posłużę się przykładem z własnej lekcji. Co ciekawe wykorzystanie smartfona zostało właściwie wymuszone przez zaistniałą sytuację, a dokładniej rzecz ujmując brak prądu.

Smartfon na zajęciach artystycznych.

Od pewnego czasu nie drukuję tekstów piosenek dla uczniów, bo ciągle musiałem je dodrukowywać, zbierać pogięte i pomazane, segregować odkładane niedbale i w pośpiechu. Nie przepisujemy też ich do zeszytu, bo ta czynność zajęłaby pewnie całą lekcję. W tej chwili wyświetlam teksty piosenek za pomocą rzutnika na ekranie. Wszystkie potrzebne słowa piosenek umieszczam na swojej stronie i w razie potrzeby sięgam do nich na lekcji.

Feralnego dnia wszystko rozpoczęło się standardowo od sprawdzenia listy i wpisania niezbędnych informacji do dziennika elektronicznego. Z racji tego, że pracowałem na swoim laptopie nie zauważyłem jeszcze problemów z energią, co uwidoczniło się po podłączeniu rzutnika do sieci. Po kilku uruchomieniach i dziwnych odgłosach z instalacji elektrycznej zrezygnowałem z pomysłu wyświetlania tekstów piosenek, co spotkało się z ogólna dezaprobatą uczniów. Nie zawsze się to zdarza, ale czasem uczniowie domagają się większej ilości śpiewu na lekcjach i tak było tym razem. Niewiele myśląc rzuciłem hasło: „Wyciągamy smartfony!
Trudno sobie wyobrazić konsternację, która wówczas zapanowała w klasie, bo przecież od zawsze jestem przeciwnikiem rozpraszania się poprzez zerkanie na ekran telefonu. Ręce uczniów zawieszone nad kieszeniami, pytający wzrok „czy to aby nie podstęp?”. Po ponownym wydaniu polecenia i potwierdzenia świadomości wypowiedzianych słów uczniowie wyciągnęli smartfony. Wtedy podałem adres strony zapisując go na tablicy, a po uzyskaniu dostępu do tekstów spokojnie śpiewaliśmy wybrane piosenki. Co ciekawe nie zauważyłem w tym czasie by ktokolwiek używał smartfona do innych rzeczy. Nie mogę być tego pewien, ale nawet jeśli takie przypadki konwersacji na Facebooku czy granie w gry się zdarzyły, to były zjawiskiem marginalnym.

Tak brak prądu wymógł na mnie wykorzystanie w najprostszy sposób smartfona na lekcji. Pisałem już o możliwości wykorzystania technologii w bardziej interaktywny i twórczy sposób, ale nawet w tym przypadku można powiedzieć, że technologia na lekcji może być przydatna.
Może zamiast walczyć z przeciwnikiem, z którym trudno będzie nam wygrać wykorzystajmy go do własnych celów.

Dodaj komentarz